Kolejka w Wuppertal.

Pociągiem po Europie: Dania – Niemcy

Artykuł stanowi kolejny etap wyprawy pociągiem po Europie z Interrail. Jeśli chcesz ruszyć w podróż od początku, to kliknij tutaj.

Dzień 7 – Dania → Niemcy

Jedziemy do Malmö! Dlaczego tylko do Malmö? Cóż, chęć późnego wyjazdu ze Stockholmu oznaczała, że mamy ograniczony wybór. Pociąg nocny wraca do Berlina, ale w tym kierunku wyjeżdża ze Sztokholmu już po 17, by w Berlinie być po 9. Inny był też standard: tym razem wzięliśmy nie kuszetkę, a przedział sypialny i różnica była znacząca. Dostaliśmy na wejściu karty – klucze, które pozwalały nam otworzyć tylko nasz przedział oraz prysznic dostępny w wagonie. To ostatnie udogodnienie było bardzo pozytywnym zaskoczeniem – stos dostępnych ręczników z koszem na te już użyte, wieszaki, ławeczka, także suszarka do włosów (jak na basenie). Jedyną przeszkodą przed komfortowym umyciem się było… bujanie się wagonu. Trzeba było się mocno trzymać, a gdy ręce śliskie, to nie jest łatwe.

Do Malmö dojechaliśmy tuż przed 7:00 rano, ale choć to miasto warte zobaczenia, nasz główny plan związany był z Kopenhagą. Miasta te łączy od 1999 roku most nad Sundem, który jest jednym z najdłuższych mostów kolejowo-drogowych (7,8 km) i prawdopodobnie najbardziej znaną przeprawą, łączącą dwa państwa. Od jego otwarcia w roku 2000 Kopenhaga i Malmö znacząco się zintegrowały. Nie jest niczym dziwnym spotkać w Kopenhadze osoby, które tylko tam pracują, a na co dzień mieszkają w Malmö – podobnie jak spora grupa mieszkańców Łodzi, którzy pracują w Warszawie. Różnica zasadnicza jest taka, że o ile z Łodzi do stolicy Polski jedzie się ponad godzinę, o tyle z Malmö do stolicy Danii zajmuje to tylko pół godziny z hakiem. Mało tego, przez większość dnia pociągi kursują co 15 minut! Nie dziwi więc, że dla wielu osób to połączenie kolejowe jest kręgosłupem komunikacyjnym okolicy. Zdecydowanie warto się przejechać!

W Kopenhadze zawitaliśmy kilkanaście minut po 8:00. Zostawiliśmy bagaże w przechowalni, wypiliśmy kawę i wyruszyliśmy na krótki spacer po okolicach ratusza w oczekiwaniu na… otwarcie informacji turystycznej o 10:00.

Jak się okazało tuż przed 10:00, wcale nie byliśmy jedyną grupą z takim planem. Powód był, jak cały ten wyjazd, dość specyficzny. Chcieliśmy odwiedzić Skjoldenæsholm, duńskie muzeum tramwajów na świeżym powietrzu. Zgromadzone jest tam ponad 100 pojazdów z całego świata – od Hagi po Melbourne, a wiele z nich nadal jeździ. Muzeum posiada też dwa torowiska o różnych rozstawach: 300 metrów o rozstawie 1000 metrów oraz 1500 metrów o rozstawie 1435 mm. Otwarte jest tylko w trakcie dni otwartych i właśnie na taki dzień zaplanowaliśmy odwiedziny. Niestety, jak się okazało, informacje o możliwościach dojazdu na stronie nie są zbyt przydatne dla obcokrajowców: proponowany jest dojazd z wykorzystaniem usługi Plustur, która, jak się okazało, dostępna jest wyłącznie dla obywateli Danii. W okolice muzeum nie dojeżdża transport publiczny, do najbliższego przystanku jest kilka kilometrów. W informacji turystycznej dowiedzieliśmy się, że najrozsądniej będzie wynająć samochód w Kopenhadze, ale i ten plan spalił na panewce: weryfikacja dokumentów trwała dobrych kilka godzin… Gdy zrobiło się na tyle późno, że ewentualny dojazd do muzeum przestał mieć większy sens (bo otwarte było tylko w godzinach 10-16), zdecydowaliśmy się wyruszyć wcześniejszym pociągiem w kierunku Hamburga. Dało nam to o tyle korzyści, że zdążyliśmy na połączenie bezpośrednie, a przejazd zajął nam 5 godzin.

Po dojeździe do Hamburga udało nam się znaleźć absolutnie świetną, klasyczną restaurację niemiecką, gdzie pobyt trochę pocieszył po dniu, w którym nie udało się osiągnąć głównego celu. Cóż, zdarza się!

Dzień 8 – Hamburg → Wuppertal → Frankfurt

Ten dzień był tak naprawdę naszym ostatnim dniem podróży Interrail – wybraliśmy warianty 7-dniowe. Uznaliśmy, że dadzą nam one najlepszy stosunek ceny za dzień biorąc pod uwagę nasze plany, a na podróże po Niemczech zdecydowaliśmy się na zakup abonamentu Deutschlandticket (który może opiszemy w kolejnych artykułach). Nie jest to jednak koniec naszej podróży! Ruszamy dalej

Tuż przed południem, po dużym wysiłku włożonym w znalezienie w Hamburgu miejsca śniadaniowego bez ogromnej kolejki, wsiedliśmy w pociąg ICE jadący do Frankfurtu. Nie jechaliśmy jednak do końca trasy, mimo że taki był nasz plan na ten dzień. Zdecydowaliśmy się wysiąść trochę wcześniej, w mieście Wuppertal. Jeśli kojarzycie tę nazwę – gratulacje, najpewniej też jesteście mikolami albo po prostu miłośnikami transportu. Wuppertal jest znany przede wszystkim z unikatowej w skali Europy kolei miejskiej, która jest… podwieszana. Szyna znajduje się, więc nad wagonami, dzięki czemu jej trasa w większości pokrywa się z korytem rzeki Wupper, wzdłuż której rozwijało się miasto. Oprócz Wuppertal taki rodzaj transportu można spotykać jedynie w… Japonii!

Prawdopodobnie dla wielu osób taki twór może się wydawać zbędną fanaberią. Budowa kolejki pochłonęła około 20 000 ton stali i rozpoczęła się pod koniec XIX wieku, choć otwarcie przypada już na wiek XX (1901). Technologię opracował Eugen Langen, który proponował zastosowanie jej w projektach w Berlinie, Monachium i… we Wrocławiu! Żadne z tych miast nie wyraziło jednak zainteresowania. Technologia zaintrygowała natomiast mieszkańców miast Barmen, Elberfeld i Vohwinkel, które wszystkie znajdowały się nad rzeką Wupper. Rzeka ta stanowiła zarówno kluczowy czynnik rozwoju tych miasteczek, jak i główną przeszkodę terenową, której pokonanie miała umożliwić kolej podwieszana. Realizacja pomysłu okazała się być na tyle skuteczna, że ośrodki te ostatecznie połączyły się w jeden organizm miejski nazwany Wuppertal, którego kolejka stała się symbolem. Obecnie kolejka stanowi nie tylko atrakcję turystyczną, ale też swoisty kręgosłup transportu publicznego w mieście. Codziennie podróżuje nią ponad 85 000 osób, co przekłada się na ponad 30 milionów pasażerów rocznie. W godzinach szczytu wagony kursują co 4 minuty, choć możliwe jest zwiększenie tej częstotliwości do 3 minut, a uwarunkowania techniczne pozwalają nawet na kursy co 2 minuty. Rozważano nawet możliwości zmniejszenia odstępu między wagonami do 90 sekund, ale to wymagałoby wprowadzenia pojazdów autonomicznych.

Po kilku godzinach postoju w Wuppertalu i posileniu się, obraliśmy kierunek na Frankfurt, do którego dojazd zajął około 2 godzin.

Ciąg dalszy nastąpi…