Artykuł stanowi kolejny etap wyprawy pociągiem po Europie z Interrail. Jeśli chcesz ruszyć w podróż od początku, to kliknij tutaj.
Dzień 9 – Frankfurt
We Frankfurcie mieliśmy zaplanowany jeden dzień na zwiedzanie miasta i okolic. Frankfurt nad Menem (dla odróżnienia od Frankfurtu nad Odrą!) jest jednym z najważniejszych miast w Niemczech. Choć pod względem populacji jest dopiero na 5 miejscu, dworzec główny jest drugim najpopularniejszym w Niemczech pod względem liczby odjazdów (zaraz za Hamburg Hbf), a tamtejsze lotnisko jest najbardziej ruchliwym w Niemczech. Stanowi też centrum finansowe z siedzibami takich instytucji jak Europejski Bank Centralny, Deutsche Bank czy 3 najstarszej giełdy na świecie. Na terenie miasta znaleźć też można jedno z największych na świecie centrów targowych.
Tego dnia udało nam się odwiedzić dwa miejsca: Palmgarten, czyli dosłownie ogród palmowy, który wbrew pozorom oferuje znacznie więcej niż samą palmiarnię oraz zlokalizowane w gmachu Bundesbanku (Niemieckiego Banku Centralnego) Geldmuseum, czyli muzeum pieniądza. Palmgarten, jak to z ogrodami bywa, zyskuje najbardziej w okresie letnim, który podczas naszego wyjazdu należał już do dość odległej przeszłości, natomiast Muzeum Pieniądza okazało się być bardzo ciekawym doświadczeniem. O dziwo (biorąc pod uwagę profil działalności) – w pełni darmowym! Ekspozycja obejmuje czasy starożytne i pierwsze próby opracowania środków płatniczych, poprzez przemiany ich na przestrzeni wieków, kończąc na trudnych zagadnieniach polityki monetarnej. Wiele elementów jest interaktywnych i można się np. pobawić w detektywa mającego rozpoznać, czy dany banknot jest prawdziwy. Świetna zabawa na maksymalnie 2 godziny w najlepszej możliwej cenie.
Dzień 10 – Frankfurt → Magdeburg
Następnego dnia głównym punktem planu był przejazd do Magdeburga. Jak tego dokonaliśmy, skoro ostatni dzień podróży na karnecie wykorzystaliśmy? Tutaj skorzystaliśmy z innej oferty promocyjnej, konkretnie z tzw. Deutschlandticket. Jest to abonament, który za 49 (od 2025 roku 58) EUR miesięcznie pozwala na nieograniczone przejazdy transportem publicznym w niemieckich miastach oraz pociągami z wyłączeniem dalekobieżnych (klasy ICE i pochodnych). Choć pozyskanie go nie jest najłatwiejsze, sposobów na to jest bardzo dużo i właściwie nie ma żadnych ograniczeń, które zabraniałyby jego zakup przez obcokrajowca.
Tym właśnie sposobem mogliśmy śmiało dojechać do Magdeburga pociągami , ale tylko regionalnymi. Wiązało się to więc z dość karkołomną podróżą: z Frankfurtu pojechaliśmy do Kassel, co zajęło ok. 2,5h. Stamtąd odjechaliśmy linią RE9 w kierunku Halle (Saale), gdzie dojechaliśmy po kolejnych 3 godzinach. A stamtąd już tylko godzina do Magdeburga! Razem ponad 6h podróży, która, nie ma co kryć, była męcząca, choć tania. Gdybyśmy wybrali pojechać pociąg ICE, to zapłacilibyśmy co najmniej 100 EUR.
Po dojeździe do Magdeburga byliśmy zmęczeni i głodni, więc zaczęliśmy od poszukiwania lokalu. Zmierzając w jego kierunku stwierdziliśmy, że faktycznie czuć dużą różnicę (choćby w architekturze) pomiędzy krajami byłego NRD i RFN. Sam Magdeburg był miastem nad wyraz spokojnym, choć pewnie sprzyjał temu przyjazd w środku tygodnia.

Dzień 11 – Niemcy → Polska
Kolejnego dnia uderzyliśmy na Berlin, gdzie naszym głównym celem były odwiedziny na targach transportowych InnoTrans. Również i tego dnia korzystaliśmy z przejazdów wyłącznie pociągami regionalnymi, ale nie był to duży problem. Podróż nie wymagała przesiadek i zajęła 1:45h. Po przyjeździe i schowaniu bagażów do przechowalni udaliśmy się na tereny targowe, czemu można by poświęcić cały osobny wpis. Napiszę tylko, że były to targi naprawdę ogólnoświatowe: były pojazdy i technologie z wszelkich rejonów Europy czy Azji, ale też tramwaj z… Wrocławia.

Powrót zaplanowaliśmy częściowo pociągami regionalnymi, ale w granicy rozsądku. Pociągiem RB26 dojechaliśmy ze stacji Berlin Lichtenberg do Kostrzyna, a stamtąd pojechaliśmy do Warszawy w wagonie sypialnym pociągu IC 81170 Uznam. Bilety oczywiście kupione w KOLEO. 😎
Podsumowanie
Parafrazując znany utwór: czy warto było szaleć tak? Tak, zdecydowanie. Ogółem byliśmy bardzo zadowoleni z całego doświadczenia, nawet mimo różnych momentów, które weryfikowały (dość mocno) nasze pierwotne plany. W naszej ocenie takie dynamiczne przejazdy z krótkimi pobytami w poszczególnych miastach czy nawet krajach to świetny sposób na zasmakowanie wielu kultur przy ograniczonym czasie. Prawdę mówiąc całość spodobała się na tyle, że przy okazji następnej promocji kupiliśmy karnety jeszcze raz, z myślą o podróży w 2025 roku – ale to już temat na kolejny cykl.
Dziękujemy za wspólną podróż!


