Szlakiem starej kolei: Alpe-Adria

Trasy rowerowe poprowadzone po dawnych szlakach kolejowych należą do tych najprzyjemniejszych. Wynika to zarówno z ich łagodnego ukształtowania, jak i z miejsc, które mijamy po drodze: starych dworców, tuneli czy mostów.

To, co kiedyś było miejscem wyłącznie dla pociągów. Dziś każdego dnia wypełnia się tysiącami osób na rowerach. Zobaczcie, jak zaplanować podróż i dostać się na jedną z najpiękniejszych tras rowerowych w Europie.

Transport na początek trasy

Choć wiele osób decyduje się na busy z przyczepami rowerowymi, które dowożą uczestników do Salzburga i odbierają ich z Grado, lub na podróż własnym autem. To nie jest jedyna droga, by rozpocząć taką wyprawę. Na wycieczki rowerowe również długodystansowe warto wybierać pociągi, tak samo było w tym przypadku. 


W sześć osób, każdy z własnym rowerem i pełnymi sakwami, ruszyliśmy w stronę Alp. Połowa grupy startowała z Kielc, druga z Warszawy. Spotkaliśmy się po drodze i właściwie już od tego momentu zaczęła się nasza wspólna wyprawa.

Dojazd do Salzburga

Pierwszy odcinek prowadził z Kielc do Wiednia. Szukając możliwie najtańszych połączeń, zdecydowaliśmy się na wariant z kilkoma przesiadkami. Najpierw krótki przejazd do Włoszczowy Północ, później dalej w stronę Bohumina. To właśnie tam dołączyliśmy do ekipy z Warszawy, która miała nieco prostszą trasę. Od tego momentu jechaliśmy już razem, jednym pociągiem, w jednym kierunku. 

Wiedeń był tylko przystankiem, gdzie przesiadaliśmy się do kolejnego pociągu już w kierunku Salzburga. Tutaj warto wybrać pociągi Westbahn prywatnego przewoźnik, które odjeżdżają ze stacji Wien Westbahnhof. Należy wtedy przejechać z Wien Hauptbahnhof (czyli dworca głównego)  na Wien Westbahnhof (dworzec zachodni) jest to niespełna sześć kilometrów. Odcinek, ten prowadzi wygodną infrastrukturą rowerową i pozwala zobaczyć kawałek miasta.

Dlaczego Westbahn?

Czas przejazdu do Salzburga jest bardzo zbliżony do tego, który oferują składy ÖBB Railjet, a sam komfort podróży pozostaje na równie wysokim poziomie. Skąd więc wybór? Przede wszystkim z ceny.

Westbahn wypada tu wyraźnie korzystniej. Bilety są zauważalnie tańsze, przy zachowaniu tego samego czasu przejazdu i standardu podróży. Nawet konieczność przejechania niespełna sześciu kilometrów między dworcami w Wiedniu nie stanowi problemu, zwłaszcza gdy i tak podróżujemy z własnymi rowerami.

Co prawda przewoźnik stosuje dynamiczny system cen, więc stawki potrafią się zmieniać, ale nawet w mniej korzystnych wariantach Westbahn wciąż pozostaje jedną z najbardziej opłacalnych opcji na tej trasie.

Jeżeli chodzi o podejście do osób z rowerami jak również dostosowanie infrastruktury nie ma na co narzekać. Szerokie drzwi, brak progów przy wejściu i przestronne korytarze sprawiają, że wsiadanie z załadowanym rowerem nie jest logistycznym wyzwaniem. W każdym wagonie znajdują się cztery miejsca na rowery, zlokalizowane przy schodach. Konduktorka sama podeszła, pomogła załadować rowery i zabezpieczyła je w uchwytach.

Składy są dwupoziomowe, a miejsca na górnym pokładzie dają znacznie lepszy widok na mijane krajobrazy. Przejazd takim pociągiem, to dodatkowa atrakcja.

Powrót z Grado do Polski

W samym Grado nie ma stacji kolejowej. Dlatego można cofnąć się około 17 kilometrów do stacji Cervignano-Aquileia-Grado, którą mija się pod koniec trasy. To rozwiązanie wybiera wiele osób. My jednak postanowiliśmy zakończyć tę podróż w nieco inny sposób, mniej popularny.

Zamiast zawracać, wybraliśmy prom do Triestu. Rejs trwa około godziny i dwudziestu minut i już sam w sobie jest ciekawym domknięciem całej wyprawy. W Trieście mieliśmy chwilę, żeby złapać oddech, przejechać się po mieście i zatrzymać na lody. Dopiero potem ruszyliśmy na dworzec, gdzie zaczynał się kolejny etap podróży.

Pierwszy odcinek prowadził do Udine, gdzie zdecydowaliśmy się na nocleg. To dobre miejsce, żeby podzielić powrót na dwa spokojniejsze dni i nie robić wszystkiego „na raz”. Następnego poranka, wcześnie – bo już o 7:14 wsiedliśmy w pociąg w kierunku Villach.

Dalej trasa była już bardziej klasyczna. Z Villach do Wiednia, a z Wiednia każdy ruszył w swoją stronę. Część grupy wracała do Warszawy bezpośrednio, druga do Kielc, z przesiadką w Sosnowcu.

Warto zwrócić uwagę na jedną rzecz, która w praktyce bardzo ułatwia taką podróż. Na całej tej trasie pociągi są dobrze przygotowane do przewozu rowerów. Miejsc jest dużo, a podróżni z sakwami i jednośladami nie są tu wyjątkiem, tylko codziennością. W większości na tej trasie podróżują tu osoby, które skończyły trasę Alpe-Adria, co sprawia, że logistyka jest do tego przystosowana i można podróżować bez stresu. Nawet z tym małym czasem na przesiadki. Pociągi rzadko odjeżdżają puste, a obsługa doskonale wie, że rowerzyści potrzebują czasem tych kilku dodatkowych minut.

Koszty podróży

Podsumowanie

Możliwości dotarcia na start i powrót jest oczywiście więcej. Samochód, zorganizowany transport czy bezpośrednie przejazdy busami. My jednak od lat trzymamy się jednego rozwiązania. W dłuższych wyprawach to właśnie kolej daje największą swobodę. I w tym przypadku wygrywa cenowo z innymi propozycjami. 

Rejs kosztował 12,90 € za osobę z rowerem i patrząc z perspektywy całej podróży był nie tylko środkiem transportu, ale też jedną z przyjemniejszych części powrotu.

Na koniec, już na spokojnie, policzyliśmy wszystkie koszty związane z dojazdem na start i powrotem do Polski. To dobry moment, żeby zobaczyć, ile w praktyce kosztuje taka kolejowo-rowerowa logistyka. Zwłaszcza, że często wydaje się bardziej skomplikowana (i droższa), niż jest w rzeczywistości. 

Dalej było już bardziej klasycznie.
Przejazd pociągiem z Udine do Villach to koszt około 16 € za osobę z rowerem, a kolejny odcinek z Villach do Wiednia – około 33 € za osobę z rowerem.

Sumując wszystkie kwoty dojazd z Polski na start i powrót z Wiednia. W naszym przypadku, przy dobrze dobranych połączeniach. Zamknęłismy się w kwocie około 840 zł za osobę za podróż w obie strony z rowerem. Czyli około 420 zł za bilety w jedną stronę.

Przeczytaj więcej o trasie Alpe-Adria. Sprawdź, jak zaplanować przejazd i jakie atrakcje warto zobaczyć po drodze.