Pociąg na stacji w Szwajcarii w tle góry.

Trudny początek – Austria, Szwajcaria i Holandia

Jeśli chcesz zacząć relację od początku, to zacznij tutaj 🙂

Nasza przygoda z Interrail odbyła się we wrześniu 2024 (15 – 25 września.) Należy jednak dodać, że tak naprawdę podróż zaczęła się wcześniej. Zanim aktywowałem karnet Interrail, spędziliśmy kilka dni w Wiedniu, a trasę z Warszawy pokonaliśmy na zwykłym bilecie kolejowym – konkretnie jadąc pociągiem IC Sobieski z Warszawy do Wiednia. Nie wykorzystywaliśmy wówczas jednego z dostępnych w ramach karnetu dni podróży, bowiem udało się skorzystać z oferty promocyjnej i za bilet zapłaciliśmy 29 €.

PORADA! Nie zawsze warto wykorzystywać dzień podróży z karnetu Interrail, tylko dlatego, że planujemy jechać pociągiem. W wielu przypadkach może to się po prostu nie opłacać, szczególnie jeśli to jedyna podróż pociągiem tego dnia. Zdarza się też, że niektóre połączenia (nawet międzynarodowe) oferują naprawdę korzystne ceny – choć często przy dużym wyprzedzeniu czasowym i tylko na konkretne połączenie – wtedy nawet dłuższa podróż nie będzie dla nas dużym obciążeniem finansowym. 

Dzień 1 – Austria → Szwajcaria

Plan na ten dzień był całkiem ambitny: odjazd po 7 z Wiednia Głównego w kierunku Szwajcarii, przesiadka na przejazd Koleją Retycką (Rhätische Bahn; https://www.rhb.ch/pl/home) w tę i z powrotem (Chur – St. Moritz), a potem nocleg w Zurychu. Niestety, rzeczywistość zaskakuje i zweryfikowała nasze plany właściwie tuż po opuszczeniu hotelu. W tamten weekend Austrię nawiedziły powodzie i sieć kolejowa również ucierpiała. Największa fala miała nadejść właśnie w dzień naszej podróży. O aktualnej sytuacji dowiedziałem się podczas podróży na dworzec. Sprawdziłem w aplikacji ÖBB Scotty szczegóły dotyczące odjazdu, a zamiast tych danych zobaczyłem tylko „Zug fällt aus” (z niem. „Pociąg odwołany”).

Porada! Warto zainstalować aplikację przewoźnika, którym planujemy jechać. Znajdziemy w niej najbardziej aktualne informacje o sytuacji na torach i ewentualnych zmianach.

Jak sobie poradziliśmy? Gdy dojechaliśmy na dworzec, szybko zerknąłem na tablicę najbliższych odjazdów i sprawdziłem, które pociągi nie są (jeszcze) odwołane. Nie było czasu na wielkie przemyślenia i planowanie, przede wszystkim z powodu stale pogarszającej się sytuacji pogodowej. Ostatecznie wsiedliśmy do RailJeta w kierunku Salzburga. Dlaczego tamten pociąg? Cóż, nasz pierwotny plan obejmował przejazd przez Salzburg, stąd podążenie w tym kierunku wydało się być najrozsądniejszym działaniem. A co musieliśmy zrobić, żeby móc pojechać innym połączeniem niż pierwotnie wybrane bez obawiania się o kontrolę? Wystarczyło dodać nowy pociąg w aplikacji i go zaznaczyć, uprzednio odznaczając poprzedni. Tylko tyle! 

Z perspektywy czasu to była jedna z najlepszych decyzji na tamtym wyjeździe. Już z okien Railjeta widzieliśmy, jak wysoko sięga woda. Przeczytaliśmy potem w mediach, że z każdą kolejną godziną coraz trudniej było wydostać się pociągiem ze stolicy Austrii. Także nasza podróż do Salzburga nie obyła się bez przygód. Po odjeździe z Wiednia dostaliśmy informację o zalaniu torów na trasie – pociąg dojechał tylko do Amstetten, skąd uruchomiono komunikację zastępczą. Mogliśmy więc już pierwszego dnia przetestować, jak Koleje Austriackie radzą sobie w sytuacjach kryzysowych. Wyszło naprawdę nieźle, biorąc pod uwagę dynamikę sytuacji.

Ostatecznie zdecydowaliśmy się na przejazd bezpośrednio do Zurychu. Do stolicy Szwajcarii dotarliśmy o 17:20, podróż zajęła nam więc ponad 10 godzin. Zmęczenie i wrażenia tego dnia zaczęły dawać się nam we znaki. Zjedliśmy coś na mieście i skierowaliśmy się na odpoczynek.

Dzień 2 – Szwajcaria → Holandia

Plany na następny dzień były obiecujące. Chcieliśmy odwiedzić, leżącą nad Jeziorem Genewskim (vel Lemańskim) Lozannę. Odległość od Zurychu wynosi ok. 200 km, a podróż trwa 2-2,5h. Szybko liczący stwierdzą, że prędkość nie jest nijak zdumiewająca. Gdzie w takim razie ta przewaga kolei w Szwajcarii, o której się tyle mówi? Kluczowy nie jest czas przejazdu i prędkość (pociągi pasażerskie w Szwajacarii rozkładowo kursują maksymalnie 200 km/h, więc tyle co polskie Pendolino czy rodzimej produkcji lokomotywy EU200!), a częstotliwość odjazdów. Pomiędzy tymi miastami pociągi kursują częściej niż co pół godziny. Nie musieliśmy więc szczególnie planować podróży. Bądźmy szczerzy: jeśli ucieknie metro, które jeździ co kilka minut, to naprawdę mało kto się przejmuje (a jednak tyle osób biegnie!). Jeśli to autobus, który odjeżdża co 20-30 minut to jasne, żal, ale rzadko kiedy tragedia. Natomiast spóźnienie się na pociąg, w przypadku, gdy następny jest za 2 czy 3 godziny (o ile w ogóle tego samego dnia) to już duży ból, który często też wymaga sporej zmiany planów.

Do Lozanny wyjechaliśmy o 10:32, przyjechaliśmy o 12:41. Choć jest to miasto zdecydowanie warte poświęcenia przynajmniej dnia lub dwóch (szczególnie dla miłośników sportu, choćby za sprawą Muzeum Olimpijskiego), nam udało się wcisnąć jedynie kilka godzin pobytu. Przejechaliśmy się jedynym w Szwajcarii metrem – Lozanna to najmniejsze miasto na świecie (ok. 140 tys. osób) z takim systemem. Odwiedziliśmy Politechnikę (która w wielu rankingach zajmuje wysokie miejsca (pierwsza 20) i w której murach powstały takie wynalazki jak mysz komputerowa czy język programowania Scala) i wróciliśmy pociągiem o 16:19.

PORADA! Warto w tym momencie wspomnieć o kwestii kupowania rezerwacji miejsc, bo nie są one wliczone w karnet Interrail! W Szwajcarii można kupić miejscówki, ale mało kto to robi. Pociągi z reguły mają sporo miejsc siedzących, tym bardziej, że są wykorzystywane wagony piętrowe. Problemem może być co najwyżej sprawne znalezienie „czwórki”, jeśli podróżujemy w większej grupie. Jeśli komuś bardzo zależy na wspólnych miejscach, to wtedy zakup miejscówki ma sens.

Kolejna PORADA! Szwajcarskie pociągi mają gniazdka, ale nie ma co liczyć na Wi-Fi. A kraj nie jest objęty zasadą roam-like-at-home, nie działa więc tzw. roaming UE. Może to się wydawać oczywiste, skoro Szwajcaria nie jest w Unii Europejskiej, ale nie do końca. Zasada ta obowiązuje bowiem w krajach takich jak Norwegia czy Lichtenschtein, które również do UE nie należą. Tak czy siak, warto mieć to na uwadze i zaopatrzyć się w pakiet danych dla Szwajcarii albo turystyczny eSIM.

Po powrocie do Zurychu odebraliśmy bagaże z hotelu i ponownie udaliśmy się na dworzec. Czekał nas (pierwszy w tej podróży) przejazd pociągiem nocnym. Odjazd zaplanowany był o 21:34, ale w drodze na dworzec zauważyłem maila od Kolei Austriackich (ÖBB) z wymownym tematem „ÖBB – Aktuelle Verkehrslage” (tłum. aktualna sytuacja w ruchu kolejowym). Treść maila była już nie tylko po niemiecku, ale też po angielsku i wynikało z niej, że z powodu opóźnień w zestawianiu pociągów zamiast wagonu sypialnego (którym mieliśmy podróżować) kursuje kuszetka lub wagon z miejscami do siedzenia. Ponieważ różnica była zasadnicza, a mieliśmy jeszcze trochę czasu przed odjazdem, zdecydowaliśmy się zgodnie z poradą w mailu skontaktować z obsługą klienta. Choć ÖBB nie ma biura na dworcu w Zurychu, jest tam główny punkt Kolei Szwajcarskich (SBB), do którego zdecydowaliśmy się udać. Przy wejściu powitała nas pani, która niesamowicie płynnie przechodziła pomiędzy niemieckim, angielskim i francuskim, w zależności od klienta i po krótkiej rozmowie o celu wizyty wybierała odpowiednią opcję na automacie kolejkowym i drukowała numerek. Gdy pokazałem jej maila z informacją o utrudnieniach i poinformowałem, że pociąg odjeżdża za około godzinę, zamiast wybrać jeden z dostępnych przycisków zaczęła tajemniczo naciskać w jeden z rogów ekranu. Po niespodziewanym wydrukowaniu numerka poinformowała nas, że pierwsza wolna osoba zajmie się naszą sprawą. I faktycznie tak było. Po dosłownie kilku minutach przyszła nasza kolej, a po szybkiej wymianie informacji dowiedzieliśmy się, że powodem utrudnień są powodzie na terenie Austrii, więc z Zurychu wyjedziemy w wagonie z miejscami do siedzenia. W Bazylei (ok. półtorej godziny drogi) zostanie on podmieniony na kuszetkę. Uznaliśmy to za naprawdę niewielki problem, choć nie każdy z podróżujących podzielał nasz spokój…

W Bazylei z zaciekawieniem obserwowaliśmy proces odłączania naszego tymczasowego wagonu i podłączania kuszetki, a po odjeździe dość szybko zasnęliśmy, by ok. 9:15 dojechać do Amsterdamu.

Ciąg dalszy wyprawy wkrótce 🙂