Ciekawostka specjalnie dla miłośników kolei! Mało kto bowiem wie, jak nazywa się i jaka jest historia lokomotywy, która wsparła USA w zwycięstwie podczas II wojny światowej.
Większe parowozy niż Big Boy w zasadzie nigdy nie powstały. Amerykańska maszyna swoim ogromem budzi podziw do dziś, choć jednocześnie była jednym z ostatnich słów w historii lokomotyw napędzanych parą i opalanych węglem. Największe amerykańskie parowozy swoją służbę na torach w USA skończyły w niecałe 20 lat od pierwszego wyjazdu na tory.

Parowozy Big Boy dzierżą tytuł największych tego typu maszyn w historii kolei, a przynajmniej najsłynniejszych. Na pewno były najdłuższymi lokomotywami o tym napędzie, bez uwzględnienia tendra, czyli przyłączonegona stałe wagonu z wodą i węglem oraz były najcięższe po kompletnym załadunku paliwa. Masa lokomotywy gotowej do drogi wynosiła blisko 570 ton!
Wszystkie 25 wyprodukowanych w pierwszej połowie lat 40. maszyn Big Boy miało po 12 osi i były one zdolne uciągnąć skład wagonów towarowych ważących 3300 ton. Na równym torze rozpędzały się do 100 km/h, choć przegubowa konstrukcja lokomotywy pozwała osiągnąć jeszcze większą prędkość – 130 km/h. Lokomotywy w barwach słynnej kolei Union Pacific swoją największą rolę odegrały podczas II wojny światowej, gdy gospodarka USA była nastawiona na wojenną produkcję.

Koniec lokomotyw Big Boy nastąpił szybko po II wojnie światowej, gdy wzrosły ceny węgla i rozpoczęła się era silnika spalinowego. Na przełomie lat 50. i 60. wszystkie maszyny zostały wycofane ze służby. W muzeach do dziś przetrwało ich 8. Jedna z nich przechodzi remont i, już w charakterze atrakcji turystycznej, ma wrócić na linie kolejowe w USA.


